piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 5

Lily Potter
Dzisiaj był 31 października, czyli dzień tej przeklętej imprezy. Oczywiście do tej pory z Malfoy'em wymyśliliśmy sensowniejsze jak to nazwał Fairchild ,,szczegóły". Nasz dyrektor skapnął się też, że 1 listopada to sobota więc odwołanie lekcji nie było konieczne. Wszyscy nazwali by to pechem, ale jak dla mnie to tylko szkolna impreza po której jest weekend. Ja w przeciwieństwie do niektórych jeżeli będę chciała to zerwę się z lekcji.
Wracałyśmy właśnie z dziewczynami z zajęć. Choć impreza nie zapowiadała się na ciekawą nie miałyśmy zamiaru wyglądać beznadziejnie. Szybko wkroczyłyśmy do Pokoju Wspólnego, a potem do dormitorium. No i w tym momencie zaczęły się przygotowania.
Impreza miała się zacząć o 20, a my szykowałyśmy się do ostatniej chwili.
Ja jak zwykle postawiłam na czerń, bo uwielbiałam ten kolor http://stylistki.pl/studniowka-394682/ Włosy miałam lekko pofalowane, zostawiłam je rozpuszczone. (Właściwie każda z nas miała dziś rozpuszczone włosy.). Do tego lekko pomalowałam oczy ciemnym cieniem, zrobiłam kreskę eyelinerem wyjeżdżając poza linię rzęs i wytuszowałam rzęsy, a usta pomalowałam różowym błyszczykiem.
Cassandra ubrała się w http://stylistki.pl/bal-sylwestrowy-389732/ Włosy miała – zresztą jak zawsze – proste. Oczy pomalowała błękitnym cieniem oraz zrobiła sobie delikatną kreskę przy linii rzęs granatową kredką do oczu i wytuszowała rzęsy.
Elizabeth założyła http://stylistki.pl/na-zielono-389831/ Swoje włosy miała pofalowane. Oczy mocno pomalowała szmaragdowym cieniem, wytuszowała rzęsy, a usta przejechała bezbarwnym błyszczykiem.
Patricia ubrała http://stylistki.pl/imprezowa-232369/ Włosy miała pokręcone. Makijaż zrobiła sobie podobny do mojego. Ona jednak zamiast różowego błyszczyka użyła czerwonej szminki przez co wyglądała inaczej ode mnie. Zresztą bardzo mnie to cieszy nie lubię jak ktoś wygląda tak jak ja nawet moje przyjaciółki.
Gdy wyszłyśmy z dormitorium była już 20:05. My jednak nie śpieszyłyśmy się zbytnio. Miałyśmy w nawyku, że zawsze się spóźniałyśmy na takie rzeczy - no chyba, że to było coś wagi państwowej. Pod Wielką Salę doszłyśmy piętnaście po ósmej. Otworzyłyśmy drzwi i wszyscy spojrzeli w naszą stronę, bo przecież musieli wiedzieć kto jest tym spóźnialskim. Tym razem okazało się, że są to cztery ktosie. Zaśmiałam się w myślach z tej wrodzonej cechy większości ludzi – ciekawości.


Scorpius Malfoy
Gdy Potter ze swoją bandą wkroczyła do sali wszystkie oczy zwróciły się w ich stronę. Przyznam szczerze, że mój wzrok też tam powędrował i niestety musiałem przyznać, że wyglądały całkiem nieźle, a w szczególności ona. Spostrzegłem też, że kierują kroki w naszą stronę. Westchnąłem z dezaprobatą.
- Widzę, że Fairchilda nie ma, ani żadnego innego profesorka. - zwróciła się do nas Potter.
- Nie ma, bo powiedział, że nie będzie nas sprawdzać. Możemy robić co chcemy oprócz zabijania się wzajemnie. - powiedziałem. Przypominając sobie wypowiedź dyrektora. Od razu z Max'em mieliśmy różne pomysły co zrobić, ale Ed powiedział żebyśmy na nią zaczekali.
- To czemu tu tak nudno? - spytała.
- Ed...
- Nie obgaduj mnie już. Tylko rób to co miałeś robić.
Uśmiechnąłem się. Machnąłem różdżką i na stołach pojawiły się różne rodzaje alkoholów. W sali nagle zrobiło się ciemno, ale po chwili znikąd pojawiły się różne światła. Potter poleciała do The Stars żeby powiedzieć im co mają grać. Wszyscy jakby się ożywili i zaczęli tańczyć. Ed wziął do tańca siostrę Max'a, a sam Zabini McMilian, Halliwell też wziął jakiś chłopak do tańca którego kojarzyłem ze Slytkerine'u. Ja sam sięgnąłem po szklankę Ognistej.
- Masz zamiar się upić. - usłyszałam głos obok mnie. Nawet nie zauważyłem jak tu przyszła, ale przyzwyczaiłem się do tego, że ona pojawia się i znika.
- Może...
- Wcześnie zacząłeś. Pewnie będzie trzeba wywieźć twoje zwłoki po dwudziestej pierwszej.
- Zastanawiam się co cię to obchodzi.
- Sama nie wiem.
No i odeszła, a od razu do tańca porwał ją jakiś chłopak. Ich wszystkich w tej szkole nie obchodziło, że ona jest Ślizgonką albo, że zawsze była dla nich wredna. Po prostu wszyscy faceci w tej szkole chcą się poszczycić, że przelecieli Lily Potter. Problem w tym, że to jest na odwrót.
Westchnąłem. Ona miała racje nie mam zamiaru się upić na samym początku imprezy. A co mi tam po raz pierwszy jej posłuchać. Chociaż... To nie będzie pierwszy raz, ale pomińmy ten fakt. Wszedłem w tłum i tym razem to ja porwałem Potter do tańca. Wszyscy patrzyli na nas zdziwieni, a ci którzy jeszcze nie widzieli, że tańczę z Potter dowiadywali się tego od innych
- Więc jednak postanowiłeś się nie ochlać. - zaśmiała się.
- Tego jeszcze nie powiedziałem. Po prostu odłożyłem to na później.
- Przynajmniej tyle.
- Założę się, że ty wcale nie masz zamiaru być trzeźwa przez całą tą imprezę.
- Odgadłeś mój największy sekret.
- Skąd ja to wiedziałem? Ty się nigdy nie powstrzymasz.
- Mówi to facet, który miał zamiar opić się na początku imprezy. - spojrzała na mnie takim wzrokiem, że zacząłem się cicho śmiać. Ta trzepnęła mnie w ramię i w końcu razem zaczęliśmy się śmiać. Potter chyba pierwszy raz od pierwszego roku śmiała się szczerze w moim towarzystwie...


Rose Weasley
Większość osób cały czas patrzyło się na moją kuzynkę i Malfoy'a tańczących razem. Większy szok wywołało jednak to, że razem się śmiali. Szczerze mówiąc to ja wcale nie byłam mniej zszokowana. Nie obchodziło mnie życie Potter, ale jeżeli cały Hogwart o czymś huczy to prędzej czy później się wszystkiego dowiesz. Ja właśnie tak się dowiadywałam różnych rzeczy, ale ja miałam też przyjaciółkę mojego brata, która przylatywała co chwile z nowymi plotkami. Wpatrywałam się przez chwile w te parę, ale po chwili oderwałam od nich wzrok. Nie mogę się przecież tak zajmować życiem mojej kuzynki.
Ja na tą imprezę przyszłam tylko i wyłącznie po to aby się na niej pokazać. Koło dziesiątej wyjdę i nikt mnie już tutaj nie zobaczy. Lucille, Grace i mój brat mieli chyba inne plany. Wszyscy tańczyli ja za to podpierałam ścianę. W końcu ktoś to musi robić. Zaśmiałam się w myślach z mojej głupoty.
W pewnej chwili podszedł do mnie pewien chłopak okazało się, że był to Jacob Paisley. Kojarzyłam go należał do Hufflepuffu miałam z jego domem zaklęcia. Jednak nie tylko dlatego go kojarzyłam. Kiedyś nie był takim spokojnym chłopakiem, ale była jakaś sytuacja o której nikt nie wie nawet największe plotkary po której zmienił się na nieśmiałego chłopaka, ale nie to było najważniejsze. Jacob był hmm... Przywódcą grupy do której należał mój były, a zarazem pierwszy chłopak. Oczywiście nie byli oni tak sławni jak Potter i koleżaneczki lub Malfoy i dwójka pozostałych albo jeszcze wcześniej ich rodzeństwo. Byli po prostu jedną z wielu mniej sławnych.
- Czego chcesz? - spytałam. Nie miałam pojęcia co on ode mnie chce.
- Może zgodzisz się ze mną zatańczyć?
- Jeżeli to jakiś podstęp to...
- Nie to nie jest żaden podstęp. Czemu miałbym kłamać?
- Nie wiem.
Cassandra Zabini
Gdy zobaczyłam, że Weasley tańczy z Paisley'em – znałam jego nazwisko z powodu pewnej historii – byłam w niemałym szoku. Nie tylko dlatego, że ruda jest jedną z najbrzydszych dziewczyn w Hogwarcie i nikt się nią nie interesuje. Był zupełnie inny powód tej reakcji...
- Lily czy ty widzisz to co ja? - spytałam mojej przyjaciółki, która stała obok mnie. Wskazałam jej kierunek w który ma patrzeć. Gdy tylko zobaczyła tą scenę jej oczy się rozszerzyły.
- To jest Paisley? Czy może ja mam zwidy?
- Nie, nie masz. To on. Też się zdziwiłam bo przecież on jest...
- Gejem. - dokończyła za mnie Lily.
- No tak, ale że ona o tym nie wie...
- Weasley jest najmniej poinformowaną osobą w tym zamku i nigdy nie przejawiała ochoty aby zmienić swój status.
- Zgadzam się z tobą. Na początku mało osób o tym wiedziało, bo w końcu Paisley nie chciał się nikomu do tego przyznać. Dziwne, bo przecież czarodzieje tolerują takie rzeczy.
- Wiem. Znam tą historię.
- A może on z nią tańczy, bo to jest jakiś zakład?
- Może. - odparła oschle Lily i sięgnęła po szklankę Ognistej. Wypiła ją jednym haustem i wzięła kolejną.
- Powiedziałam coś nie tak?
- Nie. Czemu tak miałoby być?
- Nie ważne.
Nie zamierzałam drążyć tematu, bo po pierwsze nie miałam zamiaru psuć nam tej imprezy, a po drugie jeżeli Lily nie chce czegoś powiedzieć to albo musisz z niej to wyciągać tygodniami, albo nigdy się nie dowiesz. Zwykle wszystko sobie mówiłyśmy, ale tym razem on nie chciała mi powiedzieć o co chodzi. Na początku trochę mnie to smuciło, ale w końcu zrozumiałam, że to jest coś czego ona nie chce nikomu powiedzieć nawet mi.
W końcu każdy ma swoje sekrety. Na przykład taka Lizzy, która na początku roku szkolnego ciągle gdzieś znikała i dziwnie się zachowywała, a teraz znów wszystko wróciło do normy. Uśmiecha się, nie raz chodzi do nas na treningi i spędza z nami wieczory na różnych wygłupach.
Ja zresztą kiedyś też miałam tajemnice, którą kryłam przed wszystkimi, ale w końcu wszystko wyszło na jaw i wszyscy się o wszystkim dowiedzieli. Moje przyjaciółki wcale nie były na mnie złe przez to, że im nic nie powiedziałam. Postanowiłam więc, że jak w końcu się o wszystkim dowiem – jeżeli się dowiem – nie będę zła na Lilkę.


Lily Potter
Po dwunastej w nocy byłam już ,,lekko” i właśnie dzięki temu stałam się jeszcze wredniejsza względem pewnej brązowowłosej osóbki, którą była oczywiście Margaret Visions. Weszłam na prowizoryczną scenę na której grali chłopaki. Szybko powiedziałam im aby przestali grać dzięki czemu wszyscy odwrócili się w naszą stronę.
- Dedykuje tą piosenkę Margaret Visions. - Powiedziałam i machnęłam różdżką, a muzyka popłynęła znikąd. Ja za to zaczęłam śpiewać https://www.youtube.com/watch?v=eN78MtcnQ6g
W jakiejś połowie piosenki zauważyłam, że Visions wybiega z Wielkiej Sali, a Vanhook próbując stłumić śmiech leci za nią, ale po chwili wraca. Pewnie Visions ją spławiła. Gdy skończyłam większość osób się śmiała a ja zeszłam ze sceny. Na początku chciałam zeskoczyć, ale ta część mózgu która była jeszcze jako tako świadoma powiedziała mi, że nie skończyłoby się to dobrze.
- Lily jesteś boska. - powiedziała Cassie, która pojawiła się koło mnie.
- Dzięki.-
Choć sama wcześniej radziłam Malfoy'owi aby przestał na razie pić to teraz sięgnęłam po alkohol. Gdy Zabini przypomniała mi o tym cholernym zakładzie – o którym ona przecież nie wiedziała – mój humor wcale się nie polepszył, a ja nie skakałam z radości i nie krzyczałam: ,, Ale ekstra muszę udawać, że przespałam się z Malfoy'em”. Naprawdę nie było to spełnieniem moich marzeń.
- Tym razem to ty masz zamiar się opić. - usłyszałam głos szatyna.
- Jak widać. Masz zamiar mnie pouczać? No to zaczynaj.
- Nie. Jak z pewnością zauważyłaś nie jestem tobą...
- Możliwe.
- … i nie mam zamiaru ci prawić kazań...
- Fajnie.
- … ale.
- Tak właśnie myślałam zawsze jest jakieś ale. No to ja sobie pójdę.
Jakimś cudem udało mi się przebrnąć przez tłum tańczących nastolatków. Wyszłam z Wielkiej Sali i moje nogi poniosły mnie do jednej z wież zamku. Usiadłam na parapecie okna i wyjrzałam przez nie.
Widziałam błonia, po których walały się ogromne kupki liści, które spadły z drzew. Widziałam tafle jeziora w której odbijał się blask księżyca. Widziałam jak gałęzie poszczególnych drzew wyginają się przez wiatr, który nimi szarpał...
Szczerze mówiąc nie bardzo lubiłam jesieni. W zimę wszystko było takie białe i piękne. W wiosnę wszystko było zielone i kwitło. W lato można było wypoczywać nad wodą i opalać się w promieniach słońca. A w jesień pochmurne poranki, pochmurne dni i pochmurne noce. Rzadko się zdarzało by choć na chwilę spod chmur wyszło słońce. Przez często deszcze i burze było bardzo dużo błota. Wszystko było takie szare... No oprócz liści, które spadają z drzew.
Usłyszałam powolne kroki, które cały czas stawały się głośniejsze aż w końcu ucichły. Kątem oka spostrzegłam, że to Malfoy tu przyszedł. Wpatrywał się we mnie intensywnie co było trochę dziwne, bo przecież to Scorpius Malfoy, a ja byłam Lilyanne Potter nie kolejna laska do zaliczenia tylko wróg numer jeden.
- Co ty tu robisz? - spytałam nie odwracając wzroku od widoku za oknem. Nie miałam zamiaru pokazywać mu, że widzę jak cały czas się we mnie wpatruję.
- Przechodziłem obok. - mruknął mało przekonująco. Kochany czy nie wiesz, że droga do lochów nie prowadzi w górę? Chciałam powiedzieć, ale ugryzłam się w język.
- Wątpię, ale okay. Siadaj. - wskazałam mu miejsce na parapecie i dopiero teraz spojrzałam w jego stronę. Jego włosy tak jak zawsze były w artystycznym nieładzie. Miał na sobie czarne spodnie z niskim krokiem zwężone w kostkach oraz koszule w tym samym kolorze z podciągniętymi rękawami (do łokci).
Usiadł obok mnie i próbował uniknąć mojego wzroku, ale tym razem role się odwróciły to ja wpatrywałam się w niego tak natarczywi, że musiał spojrzeć w moją stronę. Jego oczy były szare, ale nie takie jak jego brata. Scorpius Malfoy miał oczy koloru srebra. Ja jeszcze u nikogo nie widziałam takiego koloru. Aaron miał zaś oczy tak ciemno szare, że prawie czarne.
- A teraz proszę mi powiedzieć dlaczego tu przyszedłeś . - powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu, ale chyba go to nie poruszyło. - Proszę!
- Ty mnie o coś prosisz? - spytał unosząc brwi.
- Nie dobra rezygnuje. Nie zniżę się do takiego poziomu. - prychnęłam.
- Tak właśnie myślałem.
Westchnęłam. I jakimś cudem ułożyłam się na tym parapecie tak, że moje głowa znajdowała się na klatce piersiowej Malfoy'a. Po kilku chwilach zasnęłam.


Scorpius Malfoy
Delikatnie żeby jej nie obudzić wziąłem ją na ręce i ruszyłem w dół. By dotrzeć do lochów. Choć Potter była lekka, gdy doszedłem do wejścia do Pokoju Wspólnego Ślizgonów byłem trochę zmęczony, ale pamiętajmy o tym, że wypiłem trochę ognistej, a na dodatek jest już koło pierwszej w nocy.
Wszedłem do pokoju, a potem do dormitorium Potter i reszty. Nikogo tam nie było tak jak się spodziewałem. Położyłem ją na jednym z łóżek i wyjąłem swoją różdżkę. Przywołałem eliksir na kaca którego na pewną jutro będzie mieć i położyłem go na stoliku obok.
Powoli wycofałem się przez drzwi i wkroczyłem do swojego pokoju. Bez zastanowienie skierowałem swoje kroki w stronę łazienki. Wyskoczyłem z ubranie i wszedłem pod prysznic. Gorące strumienie wody spływały mi po całym ciele. Stałem tak przez chwilę aż w końcu otrząsnąłem się i zacząłem się myć.
Gdy wyskoczyłem spod prysznica obwiązałem sobie ręcznik wokół bioder i wyszedłem z łazienki by wyjąć z szafki jakieś bokserki. Założyłem je, a ręcznik wrzuciłem z powrotem do łazienki. Jak skrzaty przyjdą posprzątać to go zabiorą. To cud, że jeszcze tu przychodzą choć jest tu taki bałagan.
Położyłem się na swoim łóżku, które było ustawione naprzeciwko łazienki. Nie mam pojęcia dlaczego wybrałem akurat to łóżko, ale nigdy głębiej w to nie wnikałem. Ręce podłożyłem sobie pod głowę i tak oto wpatrywałem się w sufit. Powiem wam, że bardzo ciekawy widok i bardzo duża odmiana w porównaniu z tym co widać na podłodze. Sufit pustka, a podłoga kompletny burdel.
Po kilku minutach w końcu zasnąłem. Śniła mi się pewna rudowłosa dziewczyna, ale rano już tego nie pamiętałem.
Wiecie dlaczego bywają takie noc
Kiedy nie śnicie?
Kiedy panuje mrok?
I całkowita cisza?
Cóż oto przyczyna:
Po prostu są to noce
Kiedy śnicie się komuś innemu
Dlatego nie występujecie w swoich snach.
Po prostu jesteście zajęci.
Gdzieś indziej...
W jakimś innym śnie”


Lily Potter
Obudziłam się z bolącą głową i saharą w ustach. Właśnie w tym momencie cieszyłam się , że w lochach nie ma okien. Na początku widok był trochę rozmazany, ale po chwili wszystko był już okay. W pewnej chwili mój wzrok napotkał mały flakonik. Bez zastanowienia wypiłam go i po kilkunastu minutach poczułam się lepiej.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki, gdy spojrzałam w lustro uznałam, że wyglądam gorzej niż beznadziejnie. Włosy były tak rozczochrane, że wyglądały prawie jak Albusa, gdy się nie czesał kilka dni, bo podobno uwaga cytuje: Nie miał czasu. Pff... Jasne. Ale przecież nie o nim tutaj mowa na razie to ja się użalam nad swoim wyglądem. No więc jak już mówiłam miałam kompletnie rozczochrane włosy – pewnie tak się w nocy na łóżku kręciłam. Sińce pod oczami – i to nie od rozmazanego makijażu, bo gdy go zmyłam nadal tam były. Oczywiście jak wcześniej spostrzegłam spałam w sukience, ale na szczęście nie miałam na sobie butów. Podsumowując wyglądałam jak żywy trup i tutaj właśnie pasował tekst: Zabili go i uciekł. No to właśnie ktoś mnie zabił, ale ja uciekłam i właśnie teraz stoję przed lustrem mierząc się krytycznym wzrokiem.
Zrzuciłam z siebie ubrania i wrzuciłam je do kosza na brudy. Sama za to wskoczyłam pod prysznic i wzięłam zimną kąpiel żeby jakoś się otrzeźwić. Normalnie jakoś nie ciągnie mnie do tak drastycznych poczynań. Wolę albo się wyleżeć w wannie albo wziąć gorący prysznic.
Gdy już się umyłam. Zorientowałam się, że nie wzięłam sobie ubrań. Okręciłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Otworzyłam szafę i szukałam jakiś odpowiednich ubrań, gdy usłyszałam, że otwierają się drzwi. Odwróciłam się szybko i zauważyłem, że w drzwiach stoi Malfoy. Pierwsza myśl Co on tu robi do cholery? A druga Stoję przed Scorpiusem Malfoy'em w samym ręczniku! Poczułam, że się rumienię. Malfoy stał tak oparty o framugę i wpatrywał się we mnie z ledwo widocznym uśmieszkiem na ustach.
- Uno momento por favor. - powiedziałam po hiszpańsku, wzięłam jakieś dresy z szafy i weszłam szybko do łazienki. Ubrałam szare dresy z niższym krokiem zwężane od góry do dołu, białą bokserkę i szarą bluzę z kapturem, do tego założyłam białe Converse'y. Włosy wysuszyłam różdżką, rozczesałam i związałam w luźnego koka. Postanowiłam nie robić sobie dziś makijażu tylko trochę zatuszowałam swoje sińce pod oczami.
Gdy wyszłam z łazienki Malfoy siedział na moim łóżku. Zignorowałam go na razie i zaczęłam szukać mojej torebki. Po kilku minutach znalazłam ją. Wyjęłam z niej wszystkie rzeczy i odłożyłam je na miejsce prócz telefonu, który włożyłam do kieszeni. Torebkę za to wrzuciłam do szafy. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to, że nie ma moich współlokatorek.
- Czego chcesz? - spytałam Malfoy'a.
- Chciałem zobaczyć czy żyjesz po dzisiejszej nocy.
- Jak widzisz tak więc możesz już iść.
- Może tak. Może nie. Któż to wie. Wiesz może która jest godzina? - Machinalnie sięgnęłam po telefon i spojrzałam na godzinę.
- Co?! Spałam do 15!
- Jak widzisz.
- Czemu mnie nikt nie obudził?
- Bo tak słodko spałaś.
- Ha ha ha. A prawdziwy powód?
- To był prawdziwy powód.
- Tak, a mój koń potrafi latać.
- Nie wiedziałem, że Mroczny to pegaz.
- Ja też nie. Do dzisiaj. Całe moje życie legło w gruzach, gdy się o tym dowiedziałam. A teraz mam do ciebie prośbę. Spadaj stąd.
- Bo?
- Tak mi się podoba.
Sięgnęłam po pelerynę-niewidkę. Nie miałam zamiaru się komukolwiek pokazywać, gdy będę w drodze do kuchni. Tak mi się okropnie chciało jeść, że musiałam tam iść.
- Wyłaź już. - powiedziałam, a ten wreszcie się podniósł i wyszedł, a ja zanim w pelerynie-niewidce.


Cassandra Zabini
- Co tak długo? - spytałam schodzącego Malfoy'a. Co jakiś czas sprawdzaliśmy – Ja, Lizzy, Patty, Malfoy, mój brat i Ed – czy przypadkiem Lilka już nie wstała. A teraz była kolej Malfoy'a, a żadne z nas jeszcze tak długo tam nie siedziało.
- Miałem takiego pecha, że spotkałem ją szukającą ciuchów w samym ręczniku, więc musiałem zaczekać aż się w końcu ubierze. - powiedział z błyskiem w oku. Coś mi się to nie podoba. Już miałam wstać, aby pójść na górę, gdy Malfoy dodał. - A teraz gdzieś poszła w pelerynie-niewidce.
- Ciekawe gdzie ona znowu polazła... - zastanowiłam się głośno. Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł, który może wypalić. - Zaraz wracam. - oznajmiłam im i szybko udałam się w kierunku mojego dormitorium. Zaczęłam grzebać w miejscu gdzie najprawdopodobniej mogła być... Jest! Stuknęłam różdżką w stary pergamin i wypowiedziałam słowa których nauczyła mnie Lily. Intensywnie wpatrywałam się w niego i szukałam kropki opatrzonej napisem Lilyanne Potter.
Znalazłam. Lily właśnie wychodziła z kuchni. Uderzyłam się w czoło. Przecież mogłam się domyślić, że będzie głodna i pójdzie do kuchni, ale ze mnie idiotka. Odłożyłam Mapę Huncwotów na miejsce i wróciłam z powrotem do Pokoju Wspólnego siadając na swoim miejscu.
- No i czego się dowiedziałaś? - spytała Elizabeth.
- Wszystko jest okay. Brak żadnych wypadków i tak dalej.
- A konkretniej?
- Zaraz wejdzie do tego pokoju.
- No od razu lepiej.
Po kilku minutach zauważyłam, że wejście do Pokoju Wspólnego się otwiera, ale nikt przez nie nie wchodzi. Gdy uznałam, że Lily może być już na górze razem z McMilian i Halliwell poszłyśmy do naszego dormitorium gdzie znalazłyśmy Potter siedzącą na łóżku.
- Musisz się zacząć bardziej kamuflować. Na przykład czekać aż ktoś będzie wchodził do Pokoju Wspólnego. - zauważyła Lizzy.
- Nie zależało mi na kamuflażu. - mruknęła. - Jak na razie to obchodzi mnie kiesy ten cholerny skrzat przyjdzie z moim jedzonkiem. - zrobiła smutną minkę.
- Masz zamiar jeść śniadanie czy obiad? - spytałam od niechcenia.
- Śniadanie. Lubie je o wiele bardziej kiedy muszę je jeść popołudniu. - zaśmiała się. I nagle zmaterializował się przed nią skrzat. Podał jej tace z różnorodnym jedzeniem i ukłonił się przed nią. - Przyjdź za pół godziny odebrać to. - rozkazała, a skrzat zniknął z cichym pyknięciem. - Chcecie coś?
- Nie, dzięki. My byłyśmy na obiedzie. - odpowiedziałyśmy równocześnie. I zostałyśmy obdarzone spojrzeniem mówiącym Nie to nie. Ja was namawiać nie będę.
- Mam tylko jedno pytanko. - powiedziała patrząc na nas podejrzliwie. - Co robił w tym dormitorium M... Scorpius? - Nie mogła się powstrzymać od powiedzenia Malfoy. Uuu... Ciekawe o co kaman.
- Wiesz sprawdzaliśmy czy już się obudziłaś i teraz była jego kolej. My za to słyszałyśmy, że zastał cię w samym ręczniku. - zachichotała Elizabeth.
- Tiaa... Może lepiej nie drążmy tego tematu, co? - kiwnęłyśmy niechętnie głowami. - To może jednak się na coś skusicie. Przecież nie chcemy przemęczać biednego skrzata, prawda? Jeszcze by się namęczył dźwiganiem tego ciężaru. - a potem dodała szeptem. - Nigdy bym tyle nie zjadła.


Rose Weasley
Gdy nie zobaczyłam mojej kuzynki i jej bandy na śniadaniu nie zdziwiłam się, bo nie było tam większości szkoły. Gdy na obiedzie nie zobaczyłam jej, a zobaczyłam jej bandę byłam lekko zdziwiona, ale nie bardzo bo nie było też kilkunastu innych osób. Gdy na kolacji nie zobaczyłam ani jej, ani jej bandy, ani bandy Malfoy'a byłam już w szoku. Na serio. Po południu widzisz szóstkę, a wieczorem nie widzisz siódemki. Może postanowili sobie zrobić powtórkę z rozrywki... To było przecież w ich stylu.
Oczywiście Lucille, która była na tej imprezie dłużej ode mnie opowiedziała mi o pewnym incydencie. Mianowicie o tym, że Potter zaczęła śpiewać piosenkę, a zadedykowała ją Visions. Podobno – jak słyszałam – nie było to zbyt miłe dla Ślizgonki na szóstym roku, ale szczerze mówiąc upokorzenie Visions bardzo mi się podobało. Nie lubiłam Ślizgonów, a do nich wliczała się też ona.
Ja wróciłam do dormitorium gdy tylko skończyłam tańczyć z Paisley'em. Jeszcze długo zastanawiałam się o co mu w ogóle chodziło, ale w końcu postanowiłam, że mnie to nie obchodzi. Na początku intrygowało mnie dlaczego jakikolwiek chłopak zechciał ze mną zatańczyć, ale co mi tam przeżyje jeżeli nie będę wiedziała jednej rzeczy.
Szłam właśnie z biblioteki, bo po kolacji postanowiłam, że pójdę po jakąś książkę na wieczór. I wtedy spotkałam Jacoba Paisley'a. O mało nie upuściłam książek. Naprawdę. W tej chwili żałowałam, że nie mam tej peleryny-niewidki o której opowiadał mi tata. Szybo wpadłam do pierwszej pustej klasy. Westchnęłam cichutko i odłożyłam książki na ławkę.
Po kilku minutach wyszłam z klasy. Przeszłam kilkanaście metrów i wtedy przede mną pojawił się Paisley, po prostu tak jakby wyszedł z podziemi. Moja mina od razu zrzedła. Czemu znowu ja na niego wpadam.
- Hej. - powiedział przymilnym tonem. A ja zmierzyłam go spojrzeniem. Moje życie było o wiele lepsze gdy nikt się mną nie interesował – no oprócz tych chwil gdy ludzie się ze mnie wyśmiewali.
- Yyy... Cześć. - odpowiedziałam bezbarwnym tonem.
- Czemu chodzisz o tej porze po korytarzach? - spytał i zrobił krok w moją stronę ja za to cofnęłam się.
- … Byłam w bibliotece po książkę. - I znowu zrobił krok w moją stronę ja znowu się cofnęłam, ale tym razem poczułam, że opieram się o ścianę. Jęknęłam w myślach.
- Na pewno jest bardzo interesująca. Wiesz... - nie dokończył, bo jakiś głos mu przerwał. Nadszedł mój ratunek. Szybko zrobiłam krok w bok i odsunęłam się na bezpieczną odległość od Paisley'a.
- Rosie co ty tu robisz? - Wystarczyło mi w jaki sposób ta osoba odmieniła moje imię i od razu wiedziałam, że to Grace. Od niedawna ciągle mówi do mnie Rosie.
- Nic. Chodź już. - powiedziałam szybko i ruszyłam razem z nią w stronę wieży Gryffindoru. Gdy już się oddaliłyśmy od tego chłopaka szepnęłam. - Dzięki za ratunek.


Scorpius Malfoy
Siedziałem w Pokoju Wspólnym z chłopakami, Potter i jej kumpelami gdy dostałem SMS – a. Wyjąłem telefon i spostrzegłem, że to od... Mojego brata! Byłem zdziwiony, bo my raczej za bardzo się nie kochamy. Gdy przeczytałem tego SMS – a musiałem mieć bardzo dziwną minę, bo Max spytał:
- Co jest stary?
- Aaron się żeni. - odpowiedziałem.
Potter i Ed, którzy właśnie w tym momencie pili (Nie alkohol. Nie są aż tak bardzo uzależnieni xD Dop. Aut.) zaczęli się krztusić. Gdy już się uspokoili w jednym momencie wykrzyknęli:
- On?! Z kim?! Jakim cudem?!
Wierzcie mi, że jeżeli słyszycie jak twój najlepszy kumpel mówi to samo co twój największy wróg to nie polepszy wam to humoru jeśli przed chwilą dowiecie się, że wasz znienawidzony brat się żeni i to na dodatek brat, który raczej nigdy nie był facetem który pozostaje z jedną laską – oczywiście pomijając jedną sytuację,
- Tak on. Z jakąś Margaery nazwiska nie znam. - odpowiedziałem, a oni w tym samym momencie wybuchnęli śmiechem. Reszta nie reagowała tylko cały czas siedziała z zszokowanymi minami.
- Kompletnie beznadziejne imię... - zaśmiali się W TYM SAMYM CZASIE. Zaczyna mnie to irytować.
- Możecie nie mówić w tym samym momencie. - poprosiłem ich.
- Czemu?
- Bo to jest trochę dziwne.
- Taa...
- To kiedy ten ślub? No i gdzie? - spytał Ed.
- No ślub będzie po Bożym Narodzeniu. W Dubaju. Wiecie oni chcą żeby nie było tak zimno jak u nas w Anglii, tam jest około 25 stopni. Aaron zaprasza tam tylko mnie i Lily, ale z osobami towarzyszącymi. Więc jeśli się zgodzisz to możemy zabrać dwójkę z tych tu obecnych. - ostatnie zdanie skierowałem do Potter.
- Nie ma sprawy. Więc kto chce jechać do Dubaju? - spytała. A czwórka wybudziła się z transu.
- Ja nie mogę pojechać więc weź Ed'a. Moi starzy sobie umyślili wyjazd do Stanów. - powiedział Max. Czyli teraz tylko jeszcze trzeba wybrać dziewczynę. Oczywiście Zabini odpada, bo przecież ona też jedzie do Stanów. McMilian lub Halliwell.

- Ja też nie mogę pojechać, a Lizzy chyba nie ma żadnych planów. - No czyli Halliwell. Okay. Może przeżyje w tym towarzystwie. Na szczęście jest dopiero 1 listopada. Do tego ślubu są jeszcze prawie dwa miesiące. Bardzo mnie ciekawi jak wygląda ta jego laska. Nie było mnie tylko dwa miesiące a ten się żeni. Pewnie za miesiąc się dowiem, że będę wujkiem. Naprawdę pocieszające informacje. Mój brat chyba oszalał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Theme by Ally | Graphicpoison